Poddaje się


Zamieściłam jeszcze jedną grafikę z wątkiem wojennym na profilu Karoliny. Z równie militarnym tytułem: „technologiczny parasol nad polem bitwy”


Gdy zaczynałam przygotowywać ilustracje do tekstów na stronę internetową i blog Grzegorza Ma-kena obiecałam sobie: żadnej wojny.
Bo to, że w jego krwi płynie walka nie oznacza przecież, że do zdjęć musi pozować zakamuflowany na poligonie albo w innych wojennych okolicznościach i podpierać się widokiem broni, wybuchów i sprzętu wojskowego.

Ma-ken jest dojrzałym i doświadczonym wojownikiem, a tacy nie potrzebują już wojennej scenerii, by inspirować innych ludzi. Moc Ma-kena jest w nim, a nie w tym, co go otacza. Jak walkę ma się we krwi to jej nie widać, a jednak każdy wie, że ona w jego krwi nieustannie płynie. Kropka.
On prowadzi przecież zajęcia dla dzieci i młodzieży. Czy ja chcę tych młodych ludzi i ich rodziców straszyć wojennymi obrazami? Nie.

A jednak poddałam się
Podstawowy cel wpisów na blogu to przecież to, by dotarły do jak największej rzeszy czytelników. Zgadnijcie które grafiki i wpisy mają najwięcej wyświetleń?… Tak. Prawidłowa odpowiedź. Właśnie te z wątkami wojennymi.

Uległam więc temu, co wiadomo od początku istnienia mediów wszelakich i na co nie mam wpływu tym skromnym „fejsbukowym” profilem. Dramatyczne wydarzenia, jak wojny i wiążąca się z nią przemoc przyciągają widzów i czytelników.
Skupianie nadmiernej uwagi na przedstawianych w mediach wojennych wątkach, może zniekształcać rzeczywistość i wyolbrzymiać poczucie zagrożenia i strachu. Czy dokładam swoją małą cegiełkę do tego procesu, publikując takie grafiki?


Obrazki z mojego kraju
Mieszkam poza Polską. Tutaj, dla takiego, szarego mieszkańca Ziemi jak ja, w kraju oddzielonym dwiema granicami państwowymi od wojny na Ukrainie, jest ona odległym zjawiskiem. Z daleka więc przysłuchuję się i obserwuję jaki ma wpływ ta bliska obecność wojny na życie mojej rodziny i moich znajomych w naszym kraju. Takie trzy obrazki utkwiły mi w pamięci:

*Pierwszy:
Ktoś zadaje mi pytanie czy wiem, że sprawdzany jest stan schronów
. Wrzuciłam hasło w wyszukiwarkę internetową. Przejrzałam tylko tytuły:
„Schrony w Polsce popadają w ruinę”,
„Jest gorzej niż źle. Schrony w Polsce nie pomieszczą nawet 4 procent…”
„Polska nie ma schronów, które ochronią cywili”
„Jest problem ze schronami. Czy Polacy znajdą schronienie w razie…”,
„Wojna? W Polsce nie ma gdzie się ukryć.”,
„Ten raport powinien być przestrogą. NIK sprawdził schrony”.
I trafiam także na ofertę projektu i wykonawstwa „dowolnego schronu indywidualnego, bez ograniczeń w zakresie powierzchni i kubatury” Cena minimalna za schron w stanie deweloperskim. W ofercie także żelbetonowy schron modułowy.

*Drugi:
Program „Edukacja z wojskiem” w szkołach, który wymaga zgody rodziców, by niepełnoletni uczeń uczestniczył w zajęciach z żołnierzami.
Dylemat znajomej mamy kilkunastoletniego chłopca: „Co zrobić? Jak wyrażę zgodę i zostanie przeszkolony, to w razie czego może być jednym z pierwszych, który może zostać powołany do działania. Jak nie będzie go na tych zajęciach, to nie będzie wiedział, jak reagować gdy rzeczywiście będziemy w zagrożeniu.”

*Trzeci:
Wczoraj taki filmik podsunął mi FB: Szlochający aniołek ustawiony bokiem do kamery przed białą ścianą w sali treningowej. Dziewczynka. Może siedmioletnia. Blondynka z lokami. W niebieskiej koszulce. Jest ustawiona bokiem, więc na rękawku wyraźnie widać polską flagę. W tle jej rówieśnicy biegają po sali. Także w niebieskich koszulkach z polskimi flagami na rękawkach, dokładnie takich jak ona ma na sobie. Dziewczynka łka.

Męski głos zza kamery przemawia do niej „trenerskim” tonem. Pyta, czy się przewróciła. Ona przytakuje kiwnięciem główki. Głos mówi, że to jest w porządku, że płacze i poleca jej by spojrzała w jego stronę i tak jak on spokojnie oddychała. Wdech, wydech. Ona cały czas stoi sama. W tej samej pozycji w kierunku ściany, bokiem do widza, czyli do mnie i innych osób, którym ten filmik się wyświetlił i w niego kliknęli. Dziewczynka na chwilę odwraca w stronę głosu swoją głowę i stara się między jednym a drugim „szlochnięciem” tak oddychać, jak głos prowadzi. Widać jak jej wzrok na ułamek sekundy unosi się. Może na któregoś z dorosłych, stojących za kamerą i filmujących ją w tym stanie?

Dociera do mnie niepokojące pytanie:
Co dzieje się teraz w głowie tej małej, przyszłej dorosłej i pięknej kobiety? Męski głos mówi stanowczo, że jest świetna i poleca by przybiła z nim żółwika. Ona to robi i z resztkami szlochów odchodzi do grupy dzieci. Do tego był tekst, o tym, że nie należy płaczącemu dziecku mówić, że nic się nie stało, że płacz jest dobry i że trzeba przejść przez ten ból i iść dalej, bo tak buduje się prawdziwych wojowników. Dokładnie już nie zacytuję tych słów, ponieważ nie przewidziałam, że właściciel profilu, który udostępnił ten filmik z opisem „Trener mistrz!” po krótkim czasie jednak go usunie.

A równolegle do tych obrazków toczy się życie…
Codzienne. Normalne.
Na profilach znajomych widzę zdjęcia z urlopów, szkoleń rozwojowych, sukcesów biznesowych, porad jakimi ćwiczeniami rzeźbić ciało, a jakimi umysł. Akurat takie wpisy podsuwają mi algorytmy, które obserwują moje „fejsbukowe i instagramowe” aktywności.

Poddaję się. Czy uległam złudzeniu wojny, w rzeczywistości, w której jej nie ma?

Podziwiam, jak Ma-ken waży i dobiera słowa, gdy opowiada na swoim blogu o własnych doświadczeniach z pola walki. Wierzę w to, że o ile „wojenny” obrazek przyciągnął uwagę Was, czytelników, to przy pochłanianiu blogowego tekstu wpadniecie w tę spokojną narrację płynącą z rozsądku i doświadczenia tego człowieka.
Oby tak było. Bo w przygotowaniach do gotowości do stanu wojny może towarzyszyć nastawienie, że
„nie chodzi o to, by robić krzywdę bez powodu, ale o to, że jeśli będzie taka potrzeba, by stanąć do walki.”

Przewijanie do góry